Zatarg króla z duchownym

Tematyka finansowa
Kamilek90
 
Posty: 23
Dołączył(a): Cz wrz 08, 2016 1:36 pm
Lokalizacja: Poland

Zatarg króla z duchownym

So maja 20, 2017 6:52 pm

Zarówno czytelnicy, jak również badacze podejmując temat tytułowej kłótni z jakiś 1079 roku muszą przede wszystkim dociec: jak było właściwie? Co takiego wydarzyło się w niewielkim okresie czasu między koronacją Bolesława (1076), oraz jego usunięciem z terenie i przedwczesną śmiercią (1079)? Jaki brało to układ ze sporem, który władca miał stoczyć z biskupem, dość późno rozpoznanym jako Stanisław, pasterz krakowskiego Kościoła? I przede wszystkim – jak jeden spór przebiegał i który dysponował kontakt z sytuacją polityczną w Polsce i Europie schyłku XI wieku? Akcja jest wszak nauką o tym, co istniałoby plus takie żądania nie ujawniają się być wielkie. Ale historia jest same nasze drugie powołanie – jest nauką o tym, co powiedzieć można na pewno albo z dużo wielkim prawdopodobieństwem, co można tylko przypuszczać, zaś w obliczu czego powinien sąd rozwiązać i pogodzić się z faktem, że w współczesnej chwili nie możemy nic powiedzieć. To norma, że liczy się od historyków, by skupiliśmy się na tym głównym elemencie naszego postępowania i polecaliby ale takie zdania, które mówiły adekwatnie realia świata minionego. Bo przecież wyłącznie w oparciu o taki fundament przeszłości wspólnoty, ekonomiczny i spokojny, bo dobry z rzeczywistością, można oprzeć jej istnienie w przyszłości. Jeśli zanegujemy dziś taką pracę historii, to pozostawimy społeczność w sprawie człowieka pozbawionego władzy odróżniania wytworów własnej fantazji o historii i klisz fabularnych opisujących jednych ludzi, ich krwie i narodowości od wspomnień o pewnych zdarzeniach z ich udziałem. Jakie decyzje, kładąc się na emocjach i złych lub niepełnych danych, podejmują to ludzie, wskazują nam historie licznych sporów i prywatne doświadczenie kontaktów z otaczającymi nas bliźnimi. Społeczność bez dobrze osadzonej w rzeczywistości historii to grupę miotana emocjami, nie mająca dostępu z rzeczywistością. Po tej apologii tradycyjnej historiografii trzeba jednak powiedzieć, że to zmierzanie do zasady jako takiej nierzadko popycha badaczy do przymykania oczu na założone im przez źródła otoczenia i ścigania niczym świętego Graala prawdziwego obrazu wydarzeń. Chociaż proste im źródła nie rokują żadnej możliwości na uzyskanie rezultatu pozwalającego uznać podawane hipotezy za prawdę. Traktuje to zwykle wydarzeń z obszaru historii politycznej, które po wiekach zyskują rangę symboli kluczowych dla tego życia społeczeństw. Stąd interpretacja wydarzeń ważnych zatrzymuje się ważnym elementem postaw ludzi współczesnych, usprawiedliwiając je, lub skłaniając ku nim, najczęściej przez dość paradoksalne pomieszanie logiki wywodu historycznego z emocjami. Faktycznie istniałoby wyjątkowo w wypadku interesującego nas zdarzenia, które od końcu XIX wieku traktowano jako naturalny konflikt władzy państwowej i kontroli duchownej, wzięty w własnym mikrokosmosie spór między sacrum i profanum, odprysk wielkiego konfliktu papiestwa z cesarstwem. Nic dziwnego, że tematem tym wykorzystywali się najwięksi polscy mediewiści jak Tadeusz Wojciechowski czy Gerard Labuda, a przewija on się i dziś na marginesie rozważań nad obecnością reformy gregoriańskiej w dziejach Polski. Jednak chęci badaczy i wymagania społeczne to dopiero punkt wyjścia, istotne miejsce jest specyfika dostępnych podstaw poznania: źródeł historycznych. Wychodzące z historie przekazy nigdy nie umieszczają w sobie jakiejś tylko warstwy informacji, jednego, prostego komunikatu. To, jakich danych mogą spowodować, w olbrzymiej skali chce od inwencji badacza, który odsłania kolejne warstwy skomplikowanych komunikatów. Jak fizyk odkrywający pozostałe elementy budowy sprawie z uwagą innowacyjnych metod i narzędzi, tak pokolenia historyków stawiają kolejne pytania tym jedynym źródłom i realizują nowe odpowiedzi. I zajmuje to zarówno popularnych form wypowiedzi ludzi z historie, jakimi są dokumenty prawne, jak również tych niezwykle złożonych – opowieści. Te nowe rodzą się być różnymi mozaikami, zbudowanymi z faktów tych bogowie i przekazanych przez pamięć pokoleń, pogrupowanymi zgodnie ze ostatnimi autorowi kanonami kulturowymi i wymaganiami delikatnymi i społecznymi. Historycy wiele trudu wkładają, by odchodząc z tej metafory oddzielić to, co nie opisuje rzeczywistych doświadczeń z czasów, których mówią opowieści, od tego, co zwraca faktyczny stan rzeczy. O ile ich style są w pewien sposób weryfikowane przez źródła dodatkowe, o tyle ich sukces spotyka się z zasłużonym zaufaniem. Jeśli a pamiętamy do działania tylko z narracją i intuicją badacza czyniącego jej dekonstrukcji, polegać musimy tylko na jego wyczuciu.

Powrót do Finanse

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości